Paradoks macho, czyli jak stać po stronie ofiar przemocy

Katarzyna Figura mówiąc o tym, czego doświadczała w ciągu ostatnich 12 lat otworzyła debatę na temat przemocy wobec kobiet. Niestety ludzie mediów nie są przygotowani do tej debaty, a często wręcz próbują zamknąć usta kobietom, które doświadczyły przemocy. Dlatego aby stanąć po stronie ofiar przemocy potrzebna jest prawdziwa odwaga.

Dwa tygodnie temu słuchając poranka radia TOK FM poważnie się zdziwiłem, kiedy prowadząca program Dominika Wielowieyska poprosiła gości o komentarz do historii Katarzyny Figury, która opowiedziała o tym, że była ofiarą przemocy fizycznej i psychicznej ze strony męża. Nie pamiętam, aby kiedykolwiek osoba prowadząca poranek poprosiła znanych polskich publicystów o wypowiedź w kwestii przemocy wobec kobiet w rodzinie. Jednak po tym wstępnym zdziwieniu reszta „publicystycznej analizy” wcale mnie nie zdziwiła.


Wielowieyska już na początku zastrzegła, że historia Katarzyny Figury jest „tematem tabloidalnym” i że takie „ujawnianie prywatności” przez celebrytów „budzi jej sprzeciw”. Po tak empatycznym wstępie goście przystąpili do sugerowania, że Katarzyna Figura kłamie i manipuluje. Andrzej Stankiewicz z Wprost na początku docenił pozytywną rolę deklaracji Figury. Jednak po chwili oświadczył, że być może „kampania” zorganizowana przez Katarzynę Figurę jest „elementem rozgrywek sądowych o opiekę nad dziećmi i majątek” przeciwko mężowi. Piotr Zaremba z Uważam Rze poszedł dalej mówiąc: „być może zwykłe kobiety warte są obrony, ale sytuacja Figury jest zupełnie inna”, ponieważ „jak się mówi o tym po jakimś czasie, to traci to na wartości” oraz „nikt nie jest w stanie zweryfikować jej wersji”. Ponadto przyznał, że jest sceptyczny wobec „wizji aktorki, osoby zamożnej, która jest w stanie totalnej zależności od drugiej osoby”. Wielowieyska na zakończenie uznała, że Figura powinna była się uwiarygodnić dokumentacją z policji lub prokuratury.
Audycję można wysłuchać tutaj – dyskusja zaczyna się od 31 minuty.

Doszło więc do paradoksalnej sytuacji, w której znani publicyści bronili honoru i dobrego imienia męża Katarzyny Figury w sytuacji, gdy jego matka stwierdziła w programie „Tomasz Lis na Żywo” jednoznacznie, że to Katarzyna Figura i jej dzieci są ofiarami przemocy ze strony jej syna. Teściowa powiedziała wprost, że „kocha swojego syna, ale nie akceptuje tego, co on robi”. Dlaczego więc dziennikarze, którzy nie powinni mieć żadnego interesu w bronieniu sprawcy przemocy wobec żony, tak intensywnie zaangażowali się w podważanie wiarygodności Katarzyny Figury i udowadnianie, że „pewnie sobie kobita złośliwie wszystko wymyśliła”?

Najprostsze wyjaśnienie byłoby takie, że żadna z osób w radiowym studio nie przeczytała wywiadu Katarzyny Figury w Gali oraz nie obejrzała audycji, którą komentowała. Wśród polskich dziennikarzy komentowanie ustaw lub wydarzeń, o których nie ma się zielonego pojęcia jest częstą praktyką. Jednak myślę, że w tej linii obrony chodziło o coś znacznie ważniejszego tzn. o utrzymanie dobrego samopoczucia dyskutantów, którzy przekonywali się wzajemnie o tym, że w „normalnych rodzinach takie rzeczy się nie zdarzają”. Ten mechanizm psychologiczny nazywa się „oskarżaniem ofiary” czyli „victim blaming” i jest dosyć dobrze opisany w Wikipedii.

Podobną do Katarzyny Figury historię przeżyła Zofia Ragankiewicz, która była żoną znanego prawnika i senatora PO (sąsiada z ław senatorskich Jarosława Gowina - obecnego ministra sprawiedliwości). Zofia Ragankiewicz w reportażu dla miesięcznika Pani pt. Proces opowiedziała na czym polega mentalność ludzi z klasy wyższej i średniej, którzy uciszają ofiary przemocy, kiedy one zwracają się do nich o pomoc. Reakcja znajomych tego małżeństwa, była bardzo podobna do zachowań publicystów w poranku radia TOK FM:
„To, co działo się u mnie w domu, było tajemnicą poliszynela. W środowisku, w jakim się wówczas obracałam, obowiązywała zasada, że zawsze jest cudownie i wspaniale, a poruszanie takich tematów świadczy o braku klasy”.

Kiedy Zofia Ragankiewicz wyprowadziła się z domu, znajomi radzili jej, aby „zapomniała”. Jednak jej postawa była dokładnie odwrotna - stwierdziła ona „Nie będę chować głowy w piasek. Przestańmy udawać, że to się nie dzieje w dobrych domach”.

W wynikiem tej niezgody na hipokryzję i tchórzostwo w kwestii przemocy wobec kobiet było wsparcie akcji „Bije tylko słaby” zorganizowanej przez Pani – stronę tej akcji na portalu Facebook można zobaczyć tutaj „Bije tylko słaby”

Zofia Ragankiewicz jest również inicjatorką ruchu społecznego „Mamy dość!”, który chce dostarczyć pomoc prawną dla kobiet doświadczających przemocy oraz zorganizować grupy samopomocowe dla kobiet, które doświadczyły i doświadczają przemocy.
Do działalności ruchu społecznego „Mamy dość!” można się przyłączyć na portalu Facebook tutaj „Mamy dosć!”




W obronie sprawiedliwego porządku patriarchalnej rodziny

Skąd się bierze w takim razie kontrast pomiędzy chowaniem głowy w piasek w wykonaniu dziennikarzy i dziennikarek, a aktywnością prospołeczną kobiet i mężczyzn, którzy aktywnie działają na rzecz wyeliminowania przemocy wobec kobiet oraz przemocy w rodzinie? Dlaczego redakcje poważnych mediów uważają bicie kobiet za sprawę „intymną” lub „tabloidalny temat”?

Przemoc wobec kobiet ma zasięg globalny i występuje w każdej grupie społecznej. Skala tego zjawiska w Polsce jest ogromna. Według badań prof. Beaty Gruszczyńskiej (1) co trzecia dorosła kobieta w Polsce (35%) była przynajmniej raz w życiu ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej. Co roku 800 tysięcy kobiet pada ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej ze strony mężczyzn, w tym ok. 690 tysięcy kobiet doświadcza przemocy fizycznej, a ponad 95 tysięcy kobiet doświadcza przemocy seksualnej. Co roku w Polsce zostaje zgwałconych 30 tysięcy kobiet, a ponad 90% z nich nie zgłasza nigdy tego przestępstwa policji. Również w przypadku przemocy w rodzinie większość kobiet będących ofiarami przemocy (70%) nie zgłasza tego na policję. Co roku zostaje zamordowanych w Polsce około 150 kobiet w wyniku „nieporozumień rodzinnych” – tak zjawisko przemocy domowej jest opisywane przez polską policję.

Dlaczego więc poważne dzienniki, tygodniki lub stacje informacyjne nie publikują tych danych i nie poświęcają miejsca zjawisku, które ma skalę epidemii?
Te statystyki oczywiście nie pojawiają w przestrzeni publicznej dlatego właśnie, że mogłyby zburzyć dobre samopoczucie pracowników mediów i uświadomić im, że ten problem nie jest „tabloidalny” tylko jest zjawiskiem społecznym na dużą skalę. Zamiast rozmawiać o tym, jak rozwiązać ten problem, dziennikarze i zwykli ludzie wolą przerzucać odpowiedzialność za zjawisko przemocy wobec kobiet na jej ofiary zadając rytualne pytanie:

„Dlaczego kobiety nie zgłaszają gwałtów lub przemocy ze strony męża lub partnera na policję?”

Może nie zgłaszają właśnie dlatego, że w policji i prokuraturze często pracują ludzie, którzy myślą takimi samymi stereotypami jak Andrzej Stankiewicz i Piotr Zaremba. Większość społeczeństwa, zaczynając od najbliższej rodziny, a na księdzu przyjmującym spowiedź kończąc, aktywnie przekonuje kobiety, że to one mają problem ze sobą oraz że gdyby zmieniły się na lepsze to mąż lub partner przestałby je bić.

Ponadto w naszym społeczeństwie automatycznie podważamy wiarygodność kobiet, które oświadczają publicznie, że mąż się nad nimi znęca lub że padły ofiarą gwałtu ze strony znajomego lub współpracownika. Słowo kobiety nie jest dla nas wystarczająco wiarygodne. Domagamy się, aby ofiara przemocy udowodniła, że nie kłamie i nie ma ukrytych i złośliwych zamiarów wobec mężczyzny, który ją skrzywdził. Przekaz społeczny skierowany do kobiet jest jasny i prosty: „nie mów nikomu co się dzieje w domu”. W społeczeństwie, które tak się zachowuje wobec ofiar przemocy, to my wszyscy, którzy przymykamy oko na przemoc wobec kobiet i uciszamy kobiety doświadczające przemocy, stajemy się współodpowiedzialni za to, że kobiety nie mają się do kogo zgłosić po pomoc.


Gwałcenie i molestowanie kobiet to taki świetny żart

Innym przykładem na to jak media traktują rolę kobiety w społeczeństwie jest sprawa audycji w radio TOK FM z udziałem Rafała Betlejewskiego nagłośniona przez portal naTemat

Betlejewski w tej audycji chwalił na antenie pomysłowość mężczyzny, który napadał na kobiety w warszawskich blokach zatrzymując windę pomiędzy piętrami. Betlejewski tak opisał tą sprawę:
„w momencie kiedy ona próbowała się przecisnąć nogami w dół, rozumiesz, przecisnąć się przez tę szczelinę, wiesz, żeby wyjść na zewnątrz, on dokonywał czynów nierządnych. (…) Więc wychodzi, prawda, próbuje wycisnąć niejako tę dolną część ciała przez szczelinę i to jest na wysokości twojej twarzy, więc ja rozumiem, że w tym czasie możesz się wtulić na przykład w te bułeczki, prawda?”
Zapis audycji można przesłuchać tutaj

W rozmowie z naTemat Betlejewski w taki sposób tłumaczył swój zachwyt oraz rozbawienie tą historią:
„on nie gwałcił tak po katolicku. (…) To nie był gwałciciel, który kneblował, używał narzędzi, to były tylko takie macanki” oraz „sytuacja rozbawiła mnie, bo to wyjątkowy przykład wykorzystywania kobiety. Nie w jakiś dramatyczny sposób, ale takie wymyślenie wytrychu, żeby kogoś pomacać”

Zresztą nie są to pierwsze wynurzenia Betlejewskiego dotyczące „artystycznego wymiaru gwałtu”. W swoim „projekcie artystycznym” pt. Hunger Betlejewski pisze o gwałcie w ten sposób:

„Gwałt jest jednym ze sposobów na zaistnienie nieodwołalności. Istotny jest czas zawarty w tej nieodwołalności. Każdy, nawet najkrótszy gwałt ma tę właściwość, że w swym wnętrzu zagina czasoprzestrzeń, stając się samowystarczalną jednostką rzeczywistości. Wyrywa się poza czas. (…) Nasz strach przed gwałtem jest strachem przed życiem właśnie, gdyż życie jest zdarzeniem przerażającym, zbyt intensywnym. W granicach przyswajalnej normalności zdarzenia muszą kleić się z czasem, a czas musi przykrywać zdarzenia: to jest społeczna funkcja czasu. (…)

Zerżnąłem Wiolettę z nudy, tak jak Stefan, jak Kurt. Jest jednak różnica między nami. Ja jedyny czuję współczucie dla podmiotu mojego działania. Współczucie paradoksalne.

Moje współczucie dla Wioletty rodzi się z fiaska jakie odniosłem w zbudowaniu nieodwołalności. Nie potrafiłem jej zgwałcić. Współczuję jej, bo nie potrafiłem jej pożądnie wyruchać. Ma teraz prawo czuć bezsens tego aktu. To moja wina.”

Komentowanie tej audycji oraz pseudoartystycznego bełkotu o gwałcie jest pozbawione sensu, dlatego postanowiłem napisać do redakcji radia TOK FM list protestacyjny oraz zaprosić słuchaczki i słuchaczy stacji, abyśmy mogli wspólnie powiedzieć, że nie zgadzamy się na wychwalanie gwałcicieli oraz mężczyzn molestujących kobiety na antenie tego radia.

Możecie się przyłączyć do tej akcji na portalu Facebook tutaj:
„Nie dla żartów z gwałtu na antenie TOK FM”


W ciągu mniej niż jednej doby do akcji przyłączyło się ponad 400 osób, a redakcja TOK FM usunęła zapis audycji ze swojej strony internetowej.


Co zrobić by wyeliminować przemoc wobec kobiet?

Osoby zajmujące się przeciwdziałaniem przemocy wobec kobiet często spotykają się z lekceważącymi komentarzami. Kobiety pracujące na rzecz ofiar przemocy są uznawanie za „radykalne feministki nienawidzące mężczyzn”. Mężczyźni są natomiast uznawani w najlepszym razie za gejów, a w najgorszym za zdrajców swojej płci i ofiary feministycznego prania mózgu. Do tego dochodzą sugestie o tym, że problem jest wyolbrzymiony, a osoby działające w tej sprawie pewnie same doświadczyły przemocy i pewnie dlatego są przewrażliwione w tej kwestii.

Chyba nie muszę tłumaczyć jaką wartość mają te mechanizmy obronne, które tłumaczą naszą bezczynność i tolerancję dla przemocy wobec kobiet. Jackson Katz w wydanej niedawno w Polsce książce „Paradoks macho” tłumaczy, że aby skutecznie wyeliminować przemoc wobec kobiet potrzebne jest zaangażowanie nie tylko wyspecjalizowanych organizacji kobiecych i eksperckich, ale potrzebne jest zaangażowanie zwykłych mężczyzn. Jeśli nie będziemy reagować na wypowiedzi „fajnych kolesi”, którzy oceniają gwałt i molestowanie seksualne jako świetną zabawę, to dalej tysiące słodkich chłopców będzie wyrastało na sprawców przemocy wobec kobiet.

Główną przyczyną stosowania przez niektórych mężczyzn przemocy wobec kobiet jest sposób w jaki definiujemy męskość. Według tej definicji „prawdziwy mężczyzna” musi być twardzielem, który rządzi w społeczeństwie i w rodzinie, nawet jeśli w tym celu używa siły fizycznej. Karykaturalną formą takiego „twardziela” jest Betlejewski mówiący o kobietach jako o zwierzynie łownej, którą należy najpierw upolować a potem zgwałcić, „porządnie wyruchać”, „zerżnać”, lub „pomacać w wyjątkowy sposób”.

Mężczyzna, który nie jest agresywnym bucem znęcającym się nad kobietami, nie jest wcale mniej męski od takich „macho”. Jackson Katz wyjaśnia „paradoks macho” w ten sposób, że bycie zakompleksionym samcem alfa wcale nie jest oznaką siły lecz oznaka słabości charakateru. Prawdziwa siła i odwaga polega na tym aby stanąć po stronie słabszych i stawić czoła machinie społecznej, która czyni z kobiet dziewczynki do bicia i gwałcenia.

Mam nadzieję, że działalność odważnych kobiet takich jak Zofia Ragankiewicz i Katarzyna Figura sprawi, że nasze dzieci będą żyły w świecie, gdzie kobiety nie będą masowo poniżane, bite lub gwałcone tylko dlatego, że mają niewłaściwą płeć.



PS: Jeśli chcecie pomóc w kwestii przemocy wobec kobiet w Polsce możecie się przyłączyć na portalu Facebook do akcji
„Popieramy Konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”


(1) Liczby pochodzą z książki Beaty Gruszczyńskiej „Przemoc wobec kobiet w Polsce. Aspekty prawno kryminologiczne”. Książkę możną przeczytać tutaj.
Trwa ładowanie komentarzy...