Polityczna przemoc i pożyteczni dziennikarze

Przemoc skrajnej prawicy w Polsce jest niestety faktem. Większość mediów traktuje jednak kolejne brutalne ataki jako "lokalne zdarzenia" i nie łączy między sobą zdarzeń, które powinny nas niepokoić.

Kolejny rok z kolei ku zdziwieniu organizatorów Marszu Niepodległości przemarsz sił narodowych i patriotycznych przez centrum Warszawy zamienił się w regularną bitwę z policją. W 2010 roku zamieszki na warszawskim Powiślu spowodowali „prowokatorzy” maszerujący wśród patriotycznie nastawionej młodzieży. W 2011 roku media jednogłośnie stwierdziły, że na ulicach Warszawy doszło do starć pomiędzy niemieckimi anarchistami siedzącymi w komendzie na ulicy Wilczej, a tajemniczymi „kibicami”, którzy w reakcji na brak obecności na ulicach Warszawy anarchistów zostali zmuszeni do rzucania brukiem w policję i podpalania samochodów stacji TVN24. W tym roku z powodu braku blokady ze strony Porozumienia 11 listopada prawicowi dziennikarze ogłosili zaś, że narodowcy zostali sprowokowani do rzucania w policję koszami na śmieci i brukiem przez tajnych agentów policji.




Marsz Niepodległości cieszył się dużym wsparciem medialnym ze strony prawicowych publicystów publikujących w „Rzeczpospolitej” i „Uwarzam Rze”. Atmosfera radosnego patriotycznego święta porwała nawet Łukasza Warzechę, dziennikarza poczytnego Faktu, który zauważył obecność działaczy węgierskiego Jobbiku – neofaszystowskiej, antysemickiej oraz rasistowskiej partii, która nawiązuje do węgierskich Strzałokrzyżowców. Jobbik posiada własną bojówkę - Gwardię Węgierską (Magyar Gárda), która pomimo zdelegalizowania jej w 2008 roku dalej działa na terenie Węgier.



Przywódcy narodowców Robert Winnicki i Artur Zawisza podczas wiecu w parku Agrykola ogłosili powstanie Ruchu Narodowego oraz jego zbrojnego ramienia czyli Straży Niepodległości. Robert Winnicki przy okazji wygłosił przemówienie swojego życia (cytuję za tekstem Grzegorza Szymanika):

„Odzyskamy Polskę. A wiecie, co trzeba zrobić, żeby ją odzyskać? Trzeba obalić republikę okrągłego stołu! Obalić system! – krzyczał – I obiecuję wam, że nowego okrągłego stołu już nie będzie. Nie będzie grubej kreski. Nie będzie porozumienia. Wszyscy zapłacą za te 20 lat!” – na co tłum zawył „Zawisną!”

Przywódcy Ruchu Narodowego powołali już do życia własną bojówkę wzorowaną na Gwardii Węgierskiej pod nazwą Straż Niepodległości, której przywódcą został Adam Małecki kibol Widzewa, którego sylwetkę przybliżyła Hanna Gill-Piątek


Niezwykłe zbiegi okoliczności

Tego samego 11 listopada wrocławscy patrioci z Narodowego Odrodzenia Polski wprowadzili groźby Winnickiego w patriotyczny czyn. Skłot Wagenburg został zaatakowany przez grupę kilkudziesięciu uczestników „Marszu Patriotów” organizowanego przez Narodowe Odrodzenie Polski. Patrioci z NOP-u skutecznie skatowali jednego z mieszkańców skłotu łamiąc mu nogi oraz masakrując twarz za pomocą kastetów. Chłopak trafił do szpitala w stanie ciężkim, gdzie został poddany operacji. Wezwana na miejsce policja jechała 40 minut na miejsce znajdujące się kilka minut jazdy od najbliższego komisariatu. Policja zatrzymała czterech napastników, ale zostali oni po kilku godzinach zwolnieni bez postawienia zarzutów. Do dzisiaj wrocławska policja nie zatrzymała sprawców napadu.

Adam Gmurczyk prezes NOPu nie zapomniał jednak podziękować swoim kolegom na swoim osobistym profilu na Facebooku nazywając napad „potrzebną miastu” akcją „wolontariuszy”.



O tym co się zdarzyło we Wrocławiu trudno było dowiedzieć się z ogólnopolskich mediów, ponieważ potraktowały one sprawę jako „lokalny incydent”. W końcu nikogo (skutecznie) nie zakatowano na śmierć, więc newsa nie ma.

Ogólnopolskie media zachowały się w identyczny sposób po tym jak w Wielkanoc tego roku w Białymstoku członkowie neonazistowskiej grupy „Krew i honor” zakatowali na śmierć chłopaka, który wyglądał zbyt „lewacko”.

W nocy z 7 na 8 listopada kolejni "nieznani sprawcy" zaatakowali w Białymstoku
mieszkanie rodziny czeczeńskich uchodźców usiłując podpalić ich mieszkanie. Identyczny atak wydarzył się w Białymstoku rok wcześniej, kiedy „nieznani sprawcy” próbowali podpalić mieszkanie rodziny mieszkającego od 11 lat w Polsce Pakistańczyka.

Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz próbuje interweniować w kierownictwie policji oraz wśród lokalnych władz w sprawie serii rasistowskich ataków na terenie Podlasia, wśród których najgłośniejsze było zamalowanie cmentarza w Jedwabnem napismi „byli łatwopalni” oraz „nie przepraszamy za Jedwabne”. Ogólnopolskie media nie są zainteresowane problemem „jakichś tam incydentów na Podlasiu”, ponieważ są zbyt zajęte analizowaniem samopoczucia przywódców dwóch prawicowych partii odgrywających rytualne bijatyki na słowa.

Zajrzyjmy teraz do sukcesów "prawdziwych patriotów" w Łodzi. Otóż tydzień po obchodach 11 listopada udało im się zdewastować cmentarz żydowski w Łodzi. Dla większej różnorodności myśli tworzą oni również dzieła sztuki narodowej takie jak to, które w zeszły piątek znajoma z Łodzi znalazła.




Jak społeczeństwo otwarte „prowokuje” skrajną prawicę do przemocy

Być może Was zastanawia, jakie mogą być przyczyny tych dziwnych „zbiegów okoliczności”, które nasiliły się w ciągu ostatnich tygodni. Do tej układanki możemy dołożyć jeszcze zatrzymanie przez ABW Brunona K., który chciał powtórzyć terrorystyczny sukces prawicowego ekstremisty Timothy’ego McVeigh. McVeigh w 1995 roku za pomocą ciężarówki wyładowanej dwoma tonami nawozów sztucznych i paliwa wysadził w powietrze budynek federalny w Oklahoma City zabijając 168 osób i raniąc kolejne 450 ofiar.



Możemy sobie w tym miejscu zadać pytanie o to czy mamy w Polsce do czynienia z falą przemocy ze strony prawicowych ekstremistów.

Otóż nie. Według prawicowych publicystów nie ma takiego zjawiska jak prawicowy ekstremizm. Możemy poszukać wyjaśnienia tych wszystkich niepokojących zjawisk u prawicowego mędrcy Łukasza Warzechy. W tekście „Produkcja groźnych frustratów” Warzecha udowodnia, że zamachy bombowe oraz masowe zabójstwa dokonane przez Andersa Breivika są wynikiem „eksperymentu multi-kulti”. Zapoznajcie się z jego logiką:

„Dziś można powiedzieć, że eksperyment multi-kulti się skompromitował. Jak zresztą większość społecznych eksperymentów, w których tak się lubuje lewica. Nie da się stworzyć dobrze działającego, wolnego od przemocy i napięć społeczeństwa przez wyrzeczenie się własnej tożsamości, zwłaszcza w sytuacji, gdy korzysta na tym grupa, której tożsamość kulturowa i religijna jest niezwykle mocna. Społeczeństwo, w którym swobodnie i radośnie przeplatają się rozmaite kody kulturowe z oddalonych od siebie obszarów, jest utopią. Nie byłoby to zresztą społeczeństwo wielu tożsamości, ale społeczeństwo bez tożsamości w ogóle, bo ta może być tylko jedna.

Inna rzecz, że takie społeczeństwo nigdy nie powstanie – cywilizacja zachodnia i islamska do siebie nie przystają. Zachód, ogarnięty obsesją „neutralności światopoglądowej", a więc wyrzekający się podstaw własnej tożsamości, wpuścił masy ludzi, których tożsamość kulturowa i religijna definiuje bez reszty sposób postrzegania przez nich świata – w tym krajów, które ich goszczą.”


Mamy więc wreszcie odpowiedź na pytanie skąd się bierze przemoc ze strony prawdziwych patriotów. Jeśli przyjmiemy logikę Warzechy, to wniosek jest prosty. Otóż rasistowska przemoc jest skutkiem ubocznym tego, że pozwoliliśmy Pakistańczykom i Czeczenom mieszkać w Polsce i daliśmy się jako naród uwieść ideologii multi-kulti przywleczonej ze zgniłego Zachodu.

Mamy tutaj znakomity przykład przerzucania odpowiedzialności za przemoc na ofiarę. Według tej logiki każdy przypadek pobicia lub zamordowania kobiety przez męża można uzasadnić wpływem sił wrogich tradycyjnej rodzinie i wartościom religijnym. Takimi „wrażymi siłami” mogą być okropne feministki domagające się podpisania Konwencji rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, które w umyśle prawicowego fundamentalisty lub Jarosława Gowina dokonują zamachu na tradycyjny model rodziny i niszczą tradycyjne polskie wartości. Innymi wrogimi siłami mogą być rozpleniające się zewsząd zepsucie obyczajów i homoseksualizm, które skutkują wszelkimi możliwymi „katastrofami” od większej liczby rozwodów, przez mniejszą dzietność Polek, aż po pedofilię w kościele katolickim (która jak wiadomo jest skutkiem demoralizacji księży przez nasze pozbawione zdrowej moralności czasy).

Wróćmy jednak do naszego mistrza publicystycznej ekwilibrystyki, który potrafi udowodnić, że lewica oraz społeczeństwo wielokulturowe „prowokują” skrajną prawicę do morderstw:

„Casus Breivika jest ekstremalny. Wskazuje jednak na realny problem, od którego nie da się uciec. Im bardziej zachodnie społeczeństwa będą abdykować ze swojej tożsamości i im mniej warunków będzie się stawiać imigrantom spoza naszego obszaru kulturowego, tym więcej będziemy mieli groźnych frustratów. Nawoływania lewicy, aby tym bardziej na siłę promować multi-kulti, brzmią tak, jakby ktoś chciał gasić pożar, polewając ogień benzyną.”

Być może Łukasz Warzecha ma rację i odpowiedzialność za realną przemoc i groźby użycia przemocy przez działaczy skrajnej prawicy ponosi model zachodniej demokracji, według którego nie wolno stosować przemocy i dyskryminować żadnej mniejszości. Według tej logiki jedynym rozwiązaniem problemu przemocy ze strony skrajnej prawicy jest uznanie racji narodowców tak, aby mogli oni zbudować społeczeństwo na podstawie jednej jedynie słusznej tożsamości. Tożsamości silniejszego, który ma prawo z słabszym zrobić co mu się żywnie podoba.

Myśli prawicowych publicystów są ogromnie pożyteczne dla zwolenników „racji siły”. Każdą zbrodnię można dzięki nim uzasadnić zaczynając od mordu w Jedwabnem (dokonanego przez bezpaństwowych "bandytów"), aż po morderstwa na wyspie Utoya. Ja jednak wolałbym nie mieszkać w wymarzonym przez Łukasza Warzechę i jemu podobnych ideologów społeczeństwie.


PS: Zapraszam wszystkich do przyłączenia się na portalu Facebook do akcji „Popieramy Konwencję o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”
Trwa ładowanie komentarzy...