Myśląc pedofilem

Biskup Michalik przyjął w swojej słynnej wypowiedzi perspektywę księdza pedofila, który jest "kuszony" przez dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Trudno jest zrozumieć motywy, które kierują postępowaniem abp Michalika

"Wielu tych molestowań udałoby się uniknąć, gdyby te relacje między rodzicami były zdrowe. Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga"


Przewodniczący Episkopatu Polski zdobył się na chwilę szczerości w stosunku do dziennikarzy z okazji przygotowywania przez episkopat procedur dotyczących rozpatrywania przez kościół spraw, w których księża są podejrzani o molestowanie dzieci i nieletnich. Najciekawszym aspektem wypowiedzi abp Michalika jest perspektywa, którą przyjmuje przewodniczący episkopatu. Józef Michalik nie zaprzecza już temu, że molestowanie dzieci wydarza się na dużą skalę i nie oskarża wrogich mediów o przygotowywanie spisków przeciwko uczciwym kapłanom. Biskup Michalik przyjął w tej wypowiedzi perspektywę księdza pedofila, który jest "kuszony" przez pełne erotyzmu dzieci z rodzin dysfunkcyjnych. Całe współczucie Michalika skupia się na "dramacie" księdza, do którego dzieci "lgną" prowokując u księdza coś co biskup Pieronek nazwał "namiętnością". Wynurzenia Michalika i Pieronka są zresztą częścią kultury gwałtu, w ramach której to ofiarę obciąża się odpowiedzialnością za przemoc seksualną, która ją spotyka, a sprawca jest usprawiedliwiony przez "naturę", "namiętności" i "instynkty" kierujące jego poczynaniami.

Abp Michalik wielokrotnie wypowiadał się przeciwko ponoszeniu przez kościół katolicki odpowiedzialności finansowej za przestępstwa seksualne popełnianie przez księży katolickich. Mogłoby się wydawać, że Józefowi Michalikowi i reszcie episkopatu chodziło tylko i wyłącznie o lęk przed bankructwem diecezji, które chroniły księży molestujących seksualnie dzieci. Jeśli jednak przyjrzymy się temu jak bardzo jeden z najwyższych dostojników kościelnych współczuje księżom molestującym seksualnie dzieci, to dostrzeżemy, że uwikłanie kościoła w ochronę księży molestujących dzieci może być głębsze niż nam się wydaje. Kościół katolicki w Polsce ma w tej chwili zbyt wiele do stracenia, by móc przyjąć proste i przyzwoite zasady w kwestii pedofilii w swoich szeregach. Wystarczyłoby, aby biskupi przekazywali natychmiastowo informacje o podejrzeniach w kwestii molestowania seksualnego prokuraturze, by zawieszali w czynnościach księży do momentu wyroku sądowego, a w sytuacji skazania przenosili skazanych do stanu świeckiego. Jednak z różnych powodów normy minimalnej przyzwoitości przekraczają możliwości członków episkopatu.

Na konferencji prasowej zwołanej po burzy medialnej, która wybuchła po wypowiedzi Michalika, gdzie obciążył odpowiedzialnością za molestowanie seksualne dzieci przez księży rozwodzących się rodziców (tak jakby księżą nigdy nie molestowali dzieci z "pełnych rodzin") oraz podniecające biednych kapłanów dzieci, arcybiskup podzielił się kolejnymi przemyśleniami:
"Dziecko ma prawo do miłości niespaczonej. A rośnie liczba dzieci skrzywdzonych. Dziecko ma prawo znaleźć miłość piękną i czystą. Człowiek zagubiony niejednokrotnie wykorzysta tę potrzebę"

W tym cytacie doskonale widać, że pomimo przeprosin za "lapsus językowy", w głowie biskupa Michalika dorosły mężczyzna polujący na dzieci jest "człowiekiem zagubionym", a nie przestępcą. Zresztą w wypowiedziach polskich biskupów rzadko pojawia się termin przestępstwo na określenie molestowania seksualnego dzieci. Dla biskupów ciągle jest to "grzech", tak więc nie czują się oni zobowiązani do zgłaszania "grzechów swoich współbraci" na policję lub prokuraturę.

Biskup Michalik zachowuje się jak ojciec rodziny, który za wszelką cenę broni krewnego, który jest sprawcą przemocy seksualnej przed prawnymi konsekwencjami jego czynów. O mechanizmach psychologicznych pojawiających się w rodzinach, w których dochodzi do molestowania seksualnego można posłuchać w audycji o molestowaniu seksualnym z cyklu "Dość przemocy!" w Radio TOK FM.

Wypowiedź Michalika nie jest wyjątkiem od reguły lub "lapsusem", tylko realną polityką jaką polski kościół i Michalik osobiście prowadzą przeciwko ofiarom molestowania seksualnego ze strony księży katolickich. Arcybiskup Michalik był prominentnym bohaterem sprawy księdza Michała M. z Tylawy, który przez dziesięciolecia molestował seksualnie dziewczynki w tej miejscowości. Ksiądz Michał M. pomimo prawomocnego wyroku skazującego za molestowanie seksualne (dwa lata więzienia w zawieszeniu na pięc lat) przez długi czas ciągle mieszkał w miejscowości razem ze swoimi ofiarami. O tym co zrobił w tej sprawie biskup Michalik oraz kościół katolicki po skazaniu księdza M. za molestowanie seksualne dziewczynek opowiadała w 2012 roku Beata Maziejuk z Mszany:

"Już po wyroku ks. M. przebywał na plebani i pełnił obowiązki proboszcza. Wtedy zrozpaczona napisałam list do papieża Jana Pawła II, przedstawiając sytuację ofiar. Otrzymałam wiadomość, że abp Dziwisz przekazał list do właściwej kurii (czyli abp. Michalika) do rozpatrzenia. Kiedy nadal nic się nie zmieniło, grupa parafian poprosiła arcybiskupa o przysłanie innego księdza. Stało się tak, ale ks. M. był nadal na każdej mszy. Wtedy rozesłałam list do wszystkich biskupów z prośbą o interwencję u abp. Michalika. Na ponad 50 pism nie dostałam żadnej odpowiedzi". Cytat za Gazetą Wyborczą.

Tak więc problem nie polega tak naprawdę na tym, co biskup Michalik, biskup Hoser lub biskup Pieronek myślą i mówią o sprawcach i ofiarach molestowania seksualnego ze strony księży. Problem polega na tym, co biskupi katoliccy robią, aby zamiatać pod dywan sprawy przestępstw popełnianych przez swoich braci oraz jaką cenę za to ponoszą ofiary molestowania seksualnego. Biskup Michalik woli pomagać i wspierać księdza M. oraz poniżać jego ofiary po dziś dzień, niż przyznać się do błędu i przeprosić realne ofiary realnych przestępstw, które zostały popełnione przez jego współpracownika.


PS: Zapraszam do przyłączenia się do inicjatywy "Głosy Przeciw Przemocy" na portalu Facebook.
Trwa ładowanie komentarzy...